Tajfun: Monstrum

Chciałoby się rzec: spełniły się sny komiksowego fanatyka! Bo nie inaczej wypada ocenić okoliczność, że po niemal ćwierćwieczu od chwili publikacji prasowego pierwodruku „Monstrum” Tadeusza Raczkiewicza doczekało się nareszcie edycji albumowej.

Zawdzięczamy to nie tylko wydawnictwu Ongrys, konsekwentnie przypominającego dorobek m.in. rzeczonego autora, ale też fortunnemu zbiegowi okoliczności. Bo to właśnie za sprawą przypadku Mirosław Sobiecki zdołał odzyskać uważane za bezpowrotnie stracone oryginalne plansze komiksów „Na tropie Skorpiona” oraz wspomnianego „Monstrum”. Prawdopodobnie wielu współczesnym wielbicielom IX Muzy powyższe tytuły mówią niewiele, bądź też zgoła nic. Istnieje jednak pewna grupa czytelników (w tym także piszący te słowa) z sentymentem wspominających czasy, gdy trzy razy w tygodniu za sprawą „Świata Młodych” zyskiwali sposobność do zapoznania się z kolejnymi epizodami perypetii niezawodnego agenta Tajfuna. Pośród mizerii ówczesnej komiksowej oferty przy równoczesnym braku dostępu do zachodnich przedruków (nie licząc incydentalnych inicjatyw m.in. na łamach miesięcznika „Fantastyka”) wykreowany przez wzmiankowanego wyżej twórcę bohater powalał wręcz niesamowitością swoich wyczynów, niespotykanym rozmachem świata przedstawionego oraz mnogością wymyślnego ekwipunku. Nic zatem dziwnego, że pod względem popularności jedynie w niewielkim stopniu ustępował on Funky’emu Kovalowi trwale zapisując się w pamięci współczesnych trzydziesto- czterdziestolatków (którym pomimo piwnych „mięśni”, postępującej siwizny i dzieciarni na utrzymaniu komiksowe medium wciąż nie wywietrzało z głowy). I to właśnie z myślą o nich wydawnictwo Ongrys zaprezentowało albumową reedycje ostatniej z publikowanych w „Świecie Młodych” części sztandarowej serii Raczkiewicza.

Warto nadmienić, że ów autor przez wyjątkowo długi czas nie miał szczęścia do zbiorczych wydań swych dokonań. Planowana przez Romana Pierzgalskiego (twórcę funkcjonującego niegdyś pod szyldem magazynu „Old Baron”) edycja z początku lat dziewięćdziesiątych nie doczekała się realizacji. Z kolei opublikowany przez Mandragorę (w roku 2005) tom zbierający pierwsze trzy epizody serii („Zagadka Układu C-2”, „Afera Bradleya”, „Na tropie Skorpiona”) nie dość, że z powodu braku odpowiednich materiałów nie zawierał finalnego odcinka to jeszcze „wzbogacono” go o koszmarnie wykonaną, drastycznie różną od oryginalnej, kolorystkę. Nie było zatem zaskoczeniem, że nawet zagorzali entuzjaści Tajfuna (a przy okazji także jego dwóch przyjaciółek – Kriss i Marr) zignorowali tę skądinąd szczytną inicjatywę wrocławskiego wydawcy poprzestając na zbiorach archiwalnych wycinków. Sygnalizowany wcześniej szczęśliwy przypadek sprawił, że dzięki wysiłkom przedstawicieli Ongrysa albumowe wydanie „Monstrum” nareszcie ujrzało światło dzienne.

Wraz z początkiem tej opowieści autor przenosi nas ku odległemu zakątkowi Kosmosu, gdzie na planecie zamieszkiwanej m.in. przez prymitywnych humanoidów toczy się nieustanna walka o przetrwanie. Oprócz dotkliwego mrozu i spowijającego ów glob mroku miejscowym istotom doskwiera kolejne zagrożenie w postaci gigantycznych rozmiarów Grogona – również humanoidalnego stworzenia lgnącego do źródła ciepła jakim na tym niegościnnym świecie jest krzesany przez tubylców ogień. Grogon – futrzasty odpowiednik Godzilli – nie przebiera w środkach, by pozyskać to czego pragnie. Ale i jego przeciwnicy, znacznie bardziej niż on rozgarnięci, szykują nań liczne pułapki. Stwór wychodzi z nich (dosłownie!) bez znamion szwanku, ale za sprawą latającego gadoida trafia na szczyt wzniesienia, z którego nie jest w stanie się wydostać. Wskutek niskiej temperatury olbrzym zapada w – zdawałoby się – wieczny sen. Bieg przypadków (niewiele bardziej nieprawdopodobnych niż te, za sprawą których Tadeusz Raczkiewicz odzyskał zaginione plansze) sprawia, że po upływie wielu tysiącleci zahibernowana istota trafia na Ziemię. A to – jak nietrudno się domyślić – staje się zaczątkiem sporych problemów. W tym momencie na „scenę” wkracza Tajfun i jego urokliwe koleżanki – i to bynajmniej nie po to by siedzieć w jednym miejscu.

O sentymentalnym walorze tej opowieści już nadmieniano. Co jednak oferuje „Monstrum” współczesnemu czytelnikowi, który na wyciągnięcie ręki ma pełen zestaw tytułów z wszystkich niemal stron świata? Pozornie niewiele, bo zarówno metody prowadzenia komiksowej narracji jak i stylistyka graficzna powstających obecnie komiksów dalece odbiega od formuły eksploatowanej niegdyś przez Tadeusza Raczkiewicza. W obecnych realiach niektóre rozwiązania formalne mogą razić brakiem stosownego dopracowania; inne nawet nieco rozbawić. Niniejszy tytuł nie wolny jest również od drobnych błędów językowych nie wspominając o niekiedy aż nazbyt naiwnym, pretekstualnym wręcz traktowaniu samej fabuły.

Czy aby na pewno powinniśmy wymagać zachodnioeuropejskiej jakości od komiksu zrealizowanego na potrzeby harcerskiej gazety publikowanej w faktycznie izolowanym (także kulturowo) kraju? Zwłaszcza, że Raczkiewicz to autor o niewątpliwie ogromnym talencie, ale jednak samouk. Siłą rzeczy nie miał on sposobności korzystać z edukacyjnych udogodnień dostępnych w krajach po zachodniej stronie żelaznej kurtyny. Mimo tego bez wsparcia scenarzysty zdołał on stworzyć jedną z najbardziej charyzmatycznych osobowości polskiego komiksu. Stąd też jak na standardy późnego PRL cykl o Tajfunie bardzo korzystnie wyróżniał się z całkiem licznego „tłumu” ówczesnych historyjek obrazkowych. Dyskretny czar osobowości głównego bohatera zdaje się wciąż uchwytny, co czyni „Monstrum” nie tylko swoistym zapisem historii rodzimego komiksu, ale też rozrywką z powodzeniem sprawdzającą się również współcześnie. Zwłaszcza, że jak to zwykle w wykonaniu Tadeusza Raczkiewicza bywa, także i tym razem zadbał on o pokaźną dawkę emocjonującego dynamizmu.

Jakością edycji albumowej „Monstrum” w niczym nie ustępuje dopieszczonym propozycjom innych wydawców. Komiks zawiera ponadto reprodukcje zapowiedzi ze „Świata Młodych” oraz okładki przygotowanej z myślą o szykowanej w początkach lat dziewięćdziesiątych edycji albumowej. Rzecz nie tylko dla koneserów klasyki, ale też dla wszystkich wielbicieli rozrywkowego komiksu.

Autorstwo: Przemysław Mazur
Źródło: Mezotyda.blogspot.com

Nota bibliograficzna

„Tajfun: Monstrum”, tekst i rysunki: Tadeusz Raczkiewicz, wydawca: Ongrys, format: 21,5 x 29 cm, data wydania: maj 2012 r., objętość: 48 stron, cena: 35 zł. Komiks pierwotnie opublikowano na łamach „Świata Młodych” wiosną 1988 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *